W salonie stał piecyk. Zlikwidowaliśmy go razem z kafelkami dookoła i z odejściem kominowym, które po nim zostało. Odejście to element, który sterczy ze ściany i przypomina o funkcji, której już nie ma. Po jego usunięciu ściana w salonie jest jedną powierzchnią. W podłodze został za to brak: fragmenty parkietu, których po prostu nie było. Odtworzyliśmy je tak, żeby układ klepki trzymał się z resztą pomieszczenia.

Podłogę wycyklinowaliśmy w całym domu i dwukrotnie zabezpieczyliśmy lakierem dwuskładnikowym. Dwuskładnikowy kosztuje więcej i wymaga więcej dyscypliny przy nakładaniu, bo po zmieszaniu składników czas pracy jest ograniczony i nie da się go rozciągnąć. W zamian daje odporność na ścieranie, a w domu, po którym chodzi się codziennie, to jest dokładnie ta cecha, za którą się płaci.
Stare listwy przypodłogowe zeszły. Na ich miejsce weszły dwuczęściowe listwy PCV. Dwuczęściowa listwa pozwala poprowadzić przewody w środku i zamknąć ją z powrotem, bez kucia ściany przy każdej zmianie.
Ściany

Ściany i sufity poszły w całym domu. Zaczęliśmy od szpachlowania pęknięć, wykręcania starych kołków i demontażu kinkietów. Jeden kinkiet, wskazany na planie, został na miejscu. Takie wyjątki zapisuje się przed startem, żeby potem nikt nie zdejmował ze ściany czegoś, co miało zostać, i żeby nikt nie musiał tego wieszać drugi raz.
Najwięcej roboty dała ściana z wyjściem na balkon. Wilgoć zrobiła w tynku miejscowe ubytki i kawitację. Trzeba było to naprawić, zanim cokolwiek poszło na wierzch. Farba położona na taki tynk trzyma się dokładnie tak długo, jak trzyma się tynk pod nią, czyli schodzi razem z nim.
Malowaliśmy dwukrotnie, farbą gruntującą z dodatkiem koloru, czyli gruntem koloryzującym Śnieżka i Jeger. Daje równomierne krycie i trwałe wykończenie.

Na koniec przenieśliśmy siedem punktów świetlnych i włączników, żeby włączniki były pod ręką, a światło padało tam, gdzie faktycznie jest potrzebne. Siedem punktów to siedem miejsc, w których trzeba było wejść w ścianę i potem ją zamknąć tak, żeby po niczym nie było śladu.
To nie był generalny remont. Zakres był węższy: ściany, podłoga, oświetlenie. Nie ruszaliśmy układu domu i nie było takiej potrzeby. Czasem tyle wystarczy, żeby dom przestał wyglądać na zmęczony.
