Mieszkanie ma 67 m² i stoi w bloku z cegły z 1951 roku. Parkiet w środku jest oryginalny, z czasów budowy. To on wyznaczył tempo całej roboty, bo wszystko, co robiliśmy dalej, musiało go oszczędzić.

Ten sam pokój: rozebrana podłoga i sterta starych legarów, po drugiej stronie jodełka. Przesuń suwak.
Zaczęliśmy od instalacji elektrycznej. Poszła cała. Nowe przewody miedziane poprowadziliśmy w ścianach, z osobnymi obwodami dla kuchni, łazienki i stref siłowych. Równolegle ruszyły wyburzenia.
Nowe przegrody postawiliśmy murowane, z cegły i bloczków ceramicznych. To wolniej niż płyta na profilach i więcej brudu na budowie. Ale ściana wychodzi stabilna, lepiej tłumi dźwięk, a w budynku z 1951 roku trzyma się tego, co już stoi.
Na wizji lokalnej zobaczyliśmy, w jakim stanie są stare tynki. W kiepskim. Sama gładź by ich nie uratowała, więc dołożyliśmy etap, którego w pierwotnym zakresie nie było: techniczny tynk Goldband na ściany i sufity. Dopiero na to poszły gładzie i dwie warstwy farby lateksowej o podwyższonej odporności na ścieranie.

Ściana z odsłoniętą cegłą: stan po skuciu tynku i po zabezpieczeniu. Przesuń suwak.
Parkiet z lat 50. zostaje
Na czas wyburzeń parkiet zabezpieczyliśmy. Cyklina poszła później, do 1,5 mm. W miejscach, gdzie stare ściany były wmurowane w podłogę, zostały puste pasy. Dosztukowaliśmy brakujące klepki tak, żeby wzór się domykał i żeby po lakierze nie dało się wskazać, gdzie kończy się rok 1951, a zaczyna nasza robota. Na koniec dwie warstwy lakieru poliuretanowego ze stabilizatorem UV.
W salonie i kuchni wykonaliśmy wylewki i wzmocniliśmy legary. Podłoga w takim budynku pracuje, a my kładliśmy na nią parkiet, który ma przetrwać kolejne dekady.
Łazienka, cegła, stolarka
Łazienkę zrobiliśmy od zera: hydroizolacja, glazura, terakota, potem wanna, stelaż WC i umywalka nablatowa. Wycięliśmy do niej nowy otwór drzwiowy. W kuchni zostawiliśmy istniejący układ przyłączy i dołożyliśmy krawat gastronomiczny. Instalację hydrauliczną za licznikiem rozbudowaliśmy pod nowy układ.

W strefie treningowej jest fragment ściany z czerwonej cegły. Oczyściliśmy go, zabezpieczyliśmy i zaimpregnowaliśmy. Zostaje surowy.
Stolarki nie wymienialiśmy, tylko odnawialiśmy. Drzwi i ościeżnice poszły do renowacji. Jedno skrzydło trzeba było dopasować do nowej ościeżnicy, robiliśmy to ze stolarzem. Jedne drzwi zamieniliśmy na przesuwne. Parapety z lastryko wyszlifowaliśmy, pomalowaliśmy i uszczelniliśmy.

Doszły jeszcze rzeczy, które wychodzą dopiero w trakcie: likwidacja gzymsu i przebudowa fragmentu pionu.
Mieszkanie ma dziś nowe instalacje, nowy układ ścian i łazienkę zrobioną od podstaw. I ten sam parkiet, po którym chodzi się w nim od 1951 roku.
Więcej z tego mieszkania






